„Wojna to pokój. Wolność to niewola. Ignorancja to siła.” – „1984” George’a Orwella
Oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa historycznym autorytetem niepodległościowym…
30/31 października 1918 roku Tarnów (80 km na wschód od Krakowa) był pierwszym niepodległym, polskim miastem. Dlatego właśnie tutaj odbyły się w 2008 roku główne, ogólnopolskie uroczystości z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Najważniejszym prelegentem na międzynarodowej sesji naukowej z tej okazji był kustosz Muzeum Okręgowego w Tarnowie Kazimierz Bańburski. Ujawnienie przeze mnie dokumentów z IPN, potwierdzających, iż jest to były oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa i to tej komórki, która zajmowała się kościołami w Polsce, oznaczało skandal ogólnopolski!
30 października 2008 roku przybył do Tarnowa na uroczyste obchody 90. rocznicy odzyskania niepodległości przez nasz kraj ówczesny Prezydent Polski, Lech Kaczyński. Jako że głównym moralizatorem niepodległościowym okazał się w/w b. esbek, można było obawiać się, że będzie on w gronie osób witających głowę państwa polskiego w Tarnowie. Bańburski pretendował do roli jednego z autorytetów moralnych w tym mieście oraz głównego historyka niepodległościowego. Miał być jedną z głównych postaci uroczystych obchodów 90. rocznicy odzyskania niepodległości w Tarnowie.

Były oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, kustosz w tarnowskim muzeum Kazimierz Bańburski miał być historycznym autorytetem niepodległościowym w 2008 roku. Fot. UMT za M.Ciesielczyk: Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa, Nowy Jork 2015, str.92
Gdy w roku 1976 ZOMO torturowało robotników w Radomiu i Ursusie, późniejszy tarnowski „autorytet historyczny i moralny” wstępował w szeregi esbeckie, co wynikało z odnalezionych przeze mnie w IPN dokumentów. 3 września tego właśnie roku przyrzekał przed pułkownikiem Edwardem Kubrakiem w Tarnowie: „…ślubuję zwalczać wrogów (Polski Ludowej)…”, a 13 września 1976 roku późniejszy kustosz muzeum tarnowskiego został inspektorem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Po ukończeniu studiów historycznych (!) Bańburski sam prosił o przyjęcie go do PRL-owskiego aparatu bezpieczeństwa takimi oto słowy: „Prośbę swą motywuję zamiłowaniem do charakteru pracy” (sic!). Od 21 marca do 21 kwietnia 1977 roku, w Gródku nad Dunajcem tarnowski „autorytet historyczny” przeszedł specjalny kurs dla funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Do roku 1980 „dorobił się” stopnia podporucznika i stanowiska starszego inspektora w tarnowskiej esbecji.
Ciekawe są okoliczności rozstania Kazimierza Bańburskiego ze Służbą Bezpieczeństwa. Po zwycięstwie „Solidarności” w sierpniu 1980 roku, sam prosi we wrześniu tego roku o zwolnienie. W aktach starszego inspektora SB Bańburskiego znajdujemy taką oto notatkę jego przełożonych, wyjaśniającą powody jego rezygnacji: „…ulega nastrojom w kraju…”. Przełożeni sugerują, że Bańburski podjął decyzję o zaprzestaniu pracy w SB ze względu na niepewną wówczas sytuację polityczną w kraju i możliwe całkowite zwycięstwo „Solidarności”. To także obrazuje charakter i motywy działania byłego esbeka, a później głównego nauczyciela historii w Tarnowie.
Paradoksem było oczywiście, że oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa z lat 70-tych, a więc instytucji przestępczej, funkcjonował przez lata w Tarnowie jako „moralizator niepodległościowy” i swego rodzaju miejski ideolog uroczystych obchodów rocznicy odzyskania przez Polskę suwerenności. Gdy ujawniłem fakt pracy Bańburskiego w SB w jego obronie stanęła oczywiście „Gazeta Wyborcza” oraz niejaki Piotr Dziża, redaktor tarnowskiego portalu „Intarnet”, który wcześniej atakował tarnowską opozycję antylewicową (w tym także piszącego te słowa jako niezależnego radnego), a później stał się nagle organizatorem… „Festiwalu Niepodległości” w Tarnowie. Padały takie na przykład „argumenty” – „Bańburski sam przecież zrezygnował z pracy w SB”. Owszem zrezygnował, ale – po pierwsze – w okolicznościach wyżej opisanych, a po drugie – po zaprzestaniu pracy w SB zatrudnił się w PRL-owskim Urzędzie do Spraw Wyznań, o którym „Wikipedia” pisze, że „był częścią aparatu kontroli i represji państwa wobec kościołów i związków wyznaniowych. Współpracował w tym celu… także ze Służbą Bezpieczeństwa”.
Po ujawnieniu przeze mnie faktu pracy Bańburskiego w tym samym wydziale SB, w którym pracowali mordercy księdza Popiełuszki, „historyk niepodległościowy” z esbecką przeszłością mógł nadal występować w katolickim radio RDN diecezji tarnowskiej, założonym przez biskupa Życińskiego, ordynariusza tarnowskiej diecezji, o którym później śp. ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski publicznie twierdził, że w latach 1977–1990 był zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako jej tajny współpracownik o pseudonimie „Filozof” (patrz: https://info.wiara.pl/doc_pr/180544.Ks-IsakowiczZaleski-oskarza-abpa-Zycinskiego ).

Porządek niepodległościowej konferencji w Tarnowie z udziałem b. oficera SB Kazimierza Bańburskiego jako prelegenta. Fot. UMT za M.Ciesielczyk: Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa, Nowy Jork 2015, str.93
Nawet liberalna telewizja TVN była zbulwersowana całą sprawą. 30 października 2008 roku w głównym wydaniu FAKTÓW, o godzinie 19:oo, zaprezentowana została moja wypowiedź na temat pracy kustosza tarnowskiego muzeum w komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa i jego wyjątkowej roli w czasie obchodów Święta Niepodległości w Tarnowie. Powiedziałem wówczas, że nazwisko to zostało ujawnione nie tylko ze względu na szacunek dla prawdy historycznej, ale także dlatego, by Prezydent Polski Lech Kaczyński, który 30 października 2008 roku przybył do Tarnowa – pierwszego niepodległego miasta Polski w 1918 roku – nie został narażony na spotkanie z byłym esbekiem, który dziś pretenduje do roli „autorytetu” w Tarnowie.
Nawet za oceanem ukazał się tekst poświęcony sprawie ujawnienia nazwiska tego esbeka w Tarnowie, w chicagowskiej gazecie „Kurier Codzienny” (29 października 2008). Poniższy wywiad, udzielony przeze mnie w Chicago, 9 lutego 2009, dla TVP Polonia, zapoczątkował proces ujawniania tajnych współpracowników komunistycznej Służby Bezpieczeństwa także w środowisku polonijnym, (patrz: https://youtu.be/XjpRPLB77Rs?si=NCspk6rjPuQmsQny )
P.S.
Na marginesie warto przypomnieć, że to własnie Ciesielczyk jako pierszy pokazał przed kamerami donosy TW „BOLEK” w czasie dyskusji z udziałem Lecha Wałęsy w Chicago w telewizji POLVISION w 1996 roku, (patrz: https://youtu.be/3NJSRcAgWGk?si=W2kmnBaTZ_Kh7HuO).
Mistyfikacja politycznym chlebem powszednim

Przedstawione wyżej persony to oczywiście tylko czubek góry lodowej, reprezentujący chyba najbardziej radykalną wersję odejścia od swych pierwotnych poglądów. Trzy pierwsze osoby to powszechnie znane odmiany polskiego kameleona politycznego, zaś czwarta to powiatowy przypadek, który chcemy tu przedstawić jako wyjątkowo szokujący. Piotr Dziża to pozujący na ultraprawicowego dziennikarza, członek konserwatywnych stowarzyszeń, organizator m.in. Święta Niepodległości w Tarnowie, „obrońca podstawowych wartości chrześcijańskich” etc.
Po opisanym wyżej ujawnieniu przeze mnie dokumentów z IPN, wskazujących na to, iż kreowany na „historyka niepodległościowego” Kazimierz Bańburski był w czasach PRL-u oficerem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa i to pracującym w tym samym wydziale komunistycznej bezpieki co mordercy księdza Popiełuszki (tj. zajmującym się przede wszystkim Kościołem katolickim), 4 listopada 2008 na w/w lokalnym portalu „Intarnet”, jeden z organizatorów tego święta, Piotr Dziża, tak pisał o esbeku: „przytoczone informacje, w znikomy sposób uzasadniają tak jednoznacznie negatywne oceny, dokonane przy okazji publikacji”. Co więcej, „ultraprawicowy” Dziża – zamiast b. oficera SB Bańburskiego – krytykuje (by nie rzec atakuje) piszącego te słowa Ciesielczyka, który ujawnił dokumenty z IPN nt. pracy kustosza w komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa. Była to zdumiewająca obrona esbeka przez organizatora Święta Niepodległości w Tarnowie.
Twierdząc z jednej strony, iż ujawnione informacje na temat pracy Bańburskiego w komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa (i to w wydziale, działającym na szkodę Kościoła!) „w znikomy sposób uzasadniają tak jednoznacznie negatywne oceny” tegoż esbeka, Dziża pisze o dr. Ciesielczyku jako o osobie uprawiającej „po 1989 r….. już tylko działalność, którą można by streścić jako megalomański populizm gawędziarski”.
Pozujący na „prawicowca” Dziża miał jednak w tym przypadku wyjątkowego pecha, próbując zdyskredytować osobę demaskującą esbeka, jako że jeden z najwybitniejszych na świecie politologów, ksiądz prof. dr Joseph Bochenski (polskiego pochodzenia twórca nowoczesnej sowietologii i zarazem b. rektor Uniwersytetu w szwajcarskim Fryburgu) – właśnie po 1989 roku – tak zrecenzował jedną z książek dr. Marka Ciesielczyka pt.: „KGB” (pierwszą w języku polskim książkę na temat historii rosyjskich i sowieckich służb specjalnych, która funkcjonowała na początku lat 90-tych jako swego rodzaju podręcznik dla nowych polskich służb specjalnych): „Jedna z najlepszych prac naukowych, jakie znam w tej dziedzinie„.
___________________________________________________________

______________________________________________________________
Opinia księdza profesora Josepha Bocheńskiego na temat pracy dr. Marka Ciesielczyka – pierwszej w języku polskim książki nt. rosyjskich i sowieckich służb specjalnych
Dziża zagalopował się w swej obronie esbeka i ataku na mnie, nie znając także wyjątkowo pozytywnych opinii na temat mojej pracy naukowej, wystawionych np. przez jednego z najwybitniejszych sowietologów – prof. Michaela Voslensky’ego oraz prof. Nikolausa Lobkowicza – prezydenta Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium, na którym – pod jego kierunkiem – pisałem pracę doktorską pt. „Die Bestaendigkeit des kommunistyschen Systems” (patrz: http://www.marekciesielczyk.com/opinie-nt-ciesielczyka )
Rzekomy ultraprawicowiec Dziża zastanawia się, czy Bańburski – „osoba, która 30 lat wcześniej, po studiach, pracowała w SB, czyni ją z definicji i w każdym temacie, jakiego się dotknie niewiarygodną”. Organizator Festiwalu Niepodległości jakby zapomina w tym momencie, że chodzi tu o historyka, którego wykreowano wtedy na swego rodzaju „autorytet” w dziedzinie niepodległości Polski. Dziży – jak się zdaje – nie przeszkadza to, że tematem niepodległości Polski zajmuje się były komunistyczny esbek.
Z rozbrajającą szczerością Dziża sam wyznaje, że „w czasie apogeum pierestrojki, gdy komunizm już sypał się na dobre, a chyba nawet obradował już Okrągły Stół, był – jako uczeń klasy maturalnej – uczestnikiem Olimpiady Wiedzy o Partii„! Trudno więc dziwić się, że broni oficera komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, ale można jednak być zdumionym, że pozuje na wielkiego polskiego niepodległościowca….
Usiłując bronić esbeka, Dziża pisze dalej: „Nie znamy teraz oczywiście faktycznych okoliczności i powodów odejścia Kazimierza Bańburskiego ze służby, ale równie dobrą, jak hipoteza o koniunkturalizmie, a może nawet lepszą, byłaby hipoteza o rozpoznaniu przez niego późnym latem 1980 r. błędu młodości sprzed 4 lat, uświadomionego właśnie wydarzeniami Polskiego Sierpnia. (…) W takim wypadku należałoby rozpatrywać decyzję Bańburskiego w kontekście nie tylko nie-koniunkturalnym, ale nieomal heroicznym.”. (sic!)
Dziża sam przypomina, że po zaprzestaniu pracy w Służbie Bezpieczeństwa broniony przez niego oficer SB zaczął pracować w komunistycznym Urzędzie do Spraw Wyznań, to jest w instytucji, która „była częścią aparatu kontroli i represji państwa wobec kościołów i związków wyznaniowych„ (Wikipedia), co zresztą także i jak opisałem. Jak więc może równocześnie Dziża sugerować, że zakończenie pracy w SB winno być uznane za czyn „heroiczny”?! Urząd do Spraw Wyznań był w czasach PRL-u takim samym „bagnem” jak SB, o czym Dziża – jako osoba pozująca na ultraprawicowego dziennikarza – powinien wiedzieć. Rzekomy „konserwatysta” i „niepodległościowiec” Dziża uważa podjęcie pracy w komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa za „błąd młodości” i sugeruje, że moglibyśmy widzieć w esbeku Bańburskim nawet „herosa„, który zrezygnował z pracy w SB w 1980 roku, nie komentuje jednak (celowo?) późniejszej pracy kustosza w wyjątkowo obrzydliwym i szkodliwym, komunistycznym Urzędzie do Spraw Wyznań.
Szczytem albo braku rozsądku, albo po prostu zwykłej bezczelności Piotra Dziży jest używanie słowa „insynuacje” wobec materiałów z IPN, ujawnionych przeze mnie i dowodzących bezsprzecznie, iż Bańburski był oficerem SB. Szokujące jest kolejne stwierdzenie Dziży, którym stara się bronić oficera komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Bańburski w taki oto sposób prosił o zatrudnienie go w SB: „Prośbę swą motywuję zamiłowaniem do charakteru pracy„(sic!). Dziża zdaje się sugerować, że Bańburskiemu chodziło w tym momencie „…o pracę archiwisty, do której się przecież historyk na studiach przyucza”. To zdanie całkowicie już kompromituje quasi-niepodległościowca, który stwierdza dalej: „Kazimierz Bańburski pracę w SB (…) podjął bowiem w roku 1976. Wciąż jednak nie wiemy, czym faktycznie się w SB zajmował.”
Po pierwsze ujawniłem, czym się Bańburski w SB zajmował – głównie Kościołem katolickim, a po drugie – jeśli zaczął w SB pracować w 1976 roku, to już samo to bardzo źle o nim świadczy, gdyż – o czym Dziża milczy (a zapewne wie doskonale), w tym właśnie czasie miały miejsce wyjątkowe prześladowania opozycji antykomunistycznej (np. „ścieżki zdrowia” dla robotników z Radomia i Ursusa).
Dziża, dobrotliwie apeluje do byłego esbeka, usiłując równocześnie podważyć wiarygodność materiałów z IPN, przedstawionych przeze mnie, zaś pracę Bańburskiego w SB nazywa jeszcze raz „błędem młodości” oraz…. „naiwnością”! Wcześniej obrońca esbeka, a do dziś organizator uroczystości niepodległościowych w Tarnowie, pisze: „Panie Kazimierzu, niech Pan przemówi! (…) apeluję do Kazimierza Bańburskiego, by nie stał się dożywotnim zakładnikiem skandalizującej informacji byłego radnego, która nie starała się spełnić nawet minimalnych kryteriów, wymaganych od rzetelnego materiału prasowego.”
Gdy zostały już przeze mnie opublikowane dokumenty wskazujące jednoznacznie na to, że kustosz w muzeum tarnowskim Kazimierz Bańburski był oficerem SB, Dziża bał się o tym napisać wprost, gdy tenże Bańburski wystąpił później w roli współautora książki o czasach… PRL! Dziża tak eufemistycznie określał wówczas w „Intarnecie” (05/8/2009) oficera SB Bańburskiego: „przedstawiciel organów owej bronionej przez niego władzy ludowej”, „trybik systemu”, a nie po prostu oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa!
W jednym z komentarzy (z 4 listopada 2008 roku) pod tą mową obrończą Piotra Dziży na łamach prowadzonego przez niego portalu „INTARNET” znajdujemy dość trafną pointę jednego z internautów: „Gdyby każdy oskarżony czy podejrzany miał takiego adwokata jak Pan Dziża – więzienia świeciłyby pustkami, a ofiary poszły ze strachu na białe niedźwiedzie.”
Uhonorowanie biskupa katolickiego to „hucpa” – zdaniem „ultrachrześcijanina” z Tarnowa
Inną „kameleonową perełką” jest określenie przyznania tytułu Honorowego Obywatela Tarnowa arcybiskupowi Kościoła katolickiego, Wiktorowi Skworcowi mianem „hucpy”! Przypomnijmy znaczenie tego słowa: „Hucpa… z hebrajskiego huṣpā, oznacza w języku polskim skrajną bezczelność, arogancję, tupet, zuchwalstwo lub ordynarne, bezczelne oszustwo”.
Gdy Rada Miejska w Tarnowie przyznała tytuł Honorowego Obywatela Tarnowa arcybiskupowi Skworcowi i postanowiła wręczyć go w Katowicach, Dziża oświadczył na swoim portalu (28/12/2011): „To decyzja skandaliczna i niczym nieuzasadniona. (…) Czym zasłużył sobie Arcybiskup Skworc na taki szczególny honor, stawiający go ponad wszystkimi dotychczasowymi laureatami najwyższej miejskiej nagrody? Nie znajduję i nie słyszę żadnej racjonalnej odpowiedzi na to pytanie. (…) Biorąc udział w tej hucpie tarnowscy samorządowcy ośmieszają nie tylko siebie, ale i dokładają się – w stopniu dotychczas niespotykanym – do zdeprecjonowania zaszczytnego tytułu Honorowego Obywatela.”
Zauważyć należy w tym miejscu, że jedynym radnym tarnowskim, który w 2011 roku zagłosował przeciw nadaniu honorowego obywatelstwa Tarnowa arcybiskupowi Wiktorowi Skworcowi, był Jakub Kwaśny, który zaczynał swą polityczną karierę w postkomunistycznym SLD, a później był związany z lewacką Inicjatywą Polską minister edukacji Barbary Nowackiej. Kwaśny dumnie wypinał pierś na wspólnym zdjęciu z Janem Hartmanem, który został usunięty nawet z ugrupowania Palikota za próbę usprawiedliwienia kazirodztwa (patrz: https://www.newsweek.pl/polska/prof-jan-hartman-wyrzucony-z-twojego-ruchu-za-pochwale-kazirodztwa/xp9k8p2 oraz https://www.rp.pl/polityka/art12252931-hartman-i-dyskusja-o-kazirodztwie-uj-wyciaga-konsekwencje-wobec-profesora )
Dziża solidaryzował się w tamtym casie z radnym postkomunistycznego SLD Kwaśnym, krytykując biskupa w swoim „INTARNECIE” (19/12/2011) „ … muszę zgodzić się z Jakubem Kwaśnym co do diagnozy, że podjęta przez tarnowską Radę Miasta decyzja była ‘automatyczna’ (…) Były Ordynariusz nie należy skądinąd do wybitnych miłośników kościelnych tradycji, więc nic dziwnego, że do kultywowania akurat tej nikogo ani On ani jego otoczenie nie zachęcało, a być może nawet wręcz przeciwnie… „ .
Jakub Kwaśny i Jan Hartman, który pisze: „Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku”.
Pozujący na pierwszego patriotę i niepodległościowca w Tarnowie Piotr Dziża, w lutym 2025 roku wszedł w skład powołanej przez prezydenta Jakuba Kwaśnego „Rady Ochrony i Promocji Dziedzictwa Lokalnego” i został jej Wiceprzewodniczącym! Warto w tym miejscu przypomnieć, że Kwaśny w jednym ze swych materiałów wyborczych „chwalił się” tym, że jego ojciec służył w Policji, zaś przemilaczał, iż pracował również w Służbie Bezpieczeństwa – do 31 lipca 1990 /co wynika z dokumentów IPN – sygnatura IPN Kr 268/149 / (patrz: „Kocham Tarnów”. kwiecień 2025, str. 3 oraz „Zjednoczeni dla Tarnowa, grudzień 2024).
Gdyby Dziża uzasadnił jakoś swoją negatywną ocenę decyzji radnych w sprawie biskupa, można by było – nawet jeśli ktoś by się z nią nie zgodził – traktować poważnie. Gdyby ten „ultrakonserwatysta”, „ultrachrześcijanin” zarzucił biskupowi, że np. był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB (o pseudonimie „Dąbrowski”), można by się zgodzić, że radni nie powinni mu przyznawać tytułu Honorowego Obywatela Tarnowa. Jednak Dziża nie używa tego argumentu, mimo że już w roku 2006 wyszło na jaw, że biskup Skworc faktycznie był zarejestrowany jako TW „Dąbrowski” przez SB. Gdy jednak będziemy mieć w pamięci wyżej opisaną obronę tarnowskiego oficera Służby Bezpieczeństwa, nie będziemy mogli się dziwić, iż Dziża nie czyni tego typu zarzutu duchownemu. Trzeba w tym momencie dodać, iż abp Skworc – jako jeden z dwóch duchownych – przeprosił za swoje kontakty z SB.
Ktoś w tym momencie może zauważyć, iż były przecież także inne rzeczywiste powody nieprzyznawania w/w tytułu arcybiskupowi. W 2021 roku abp Skworc złożył rezygnację z członkostwa w Radzie Stałej Konferencji Episkopatu Polski oraz z funkcji przewodniczącego Komisji ds. Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski po przeprowadzonym przez Stolicę Apostolską śledztwie w sprawie „zaniedbań duchownego w związku z pedofilskimi czynami dwóch kapłanów z diecezji tarnowskiej”. Gdyby Dziża z tego zarzutu uczynił podstawę swej krytyki decyzji radnych, byłoby to w pełni uzasadnione, ale on tego nie robi. Trzeba w tym miejscu dopowiedzieć jednak, że nie był w stanie tego uczynić, gdyż zarzuty wobec abp Skworca pojawiły się dopiero 10 lat po w/w wpisie Dziży, a arcybiskup sam zrzekł się tytułu Honorowego Obywatela Tarnowa w lipcu 2021 roku.
Dlaczego więc człowiek, który chce być „superchrześcijaninem” (o tym za chwilę) protestował przeciw nadaniu w/w tytułu biskupowi w 2011 roku? Na pierwszy rzut oka jakiegoś racjonalnego uzasadnienia nie znajdujemy. Źródeł tej krytyki radnych tarnowskich oraz arcybiskupa dopatrywać się można chyba w poglądach religijnych Dziży, który w wywiadzie (24 lutego 2010, w: „Tarnowski Kurier Kulturalny”) mówi m.in.: „Zgadzam się z diagnozą środowisk tradycjonalistycznych, w tym lefebrystów, że główną przyczyną głębokiego kryzysu współczesnego Kościoła jest „zgniły kompromis” (…) Tradycjonaliści ani na milimetr nie odstąpili od doktryny Kościoła, ukształtowanej przez stulecia i nie widzę powodu do nazywania ich postawy schizmatycką…”
O czym mówi tutaj Dziża? Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, potocznie zwane lefebrystami to suspendowane stowarzyszenie. W roku 1988 Jan Paweł II ogłosił, że „Lefebvre i czterej wyświęceni przezeń biskupi zaciągnęli na siebie ekskomunikę”. Bractwo krytykowało Papieża Jana Pawła II „za laicyzację i niszczenie Kościoła”! W 2009 roku papież Benedykt XVI co prawda uwolnił od nałożonej w 1988 ekskomuniki obecnego przełożonego Bractwa i 3 innych biskupów, ale zdjęcie ekskomuniki nie jest jednak równoznaczne z uwolnieniem od suspensy.
„W tuchowskiej kaplicy Bractwa Św. Piusa X odkryć mogłem liturgię trydencką, pełną głębokiej i konsekwentnej duchowości, kompletnie mi wcześniej nieznaną, bo wyrugowaną (całkowicie bezprawnie!) z kościołów po Soborze.” – pisze Dziża. Wrogi stosunek do Wiktora Skworca wynika prawdopodobnie z negatywnej oceny lefebrystów przez biskupa, z którymi sympatyzuje Dziża. W 2007 roku abp Skworc stwierdza bowien: „ … uczestnictwo w nabożeństwach organizowanych w tuchowskiej kaplicy ‘stanowi poważne naruszeniem jedności Kościoła’, jest nieposłuszeństwem wobec Stolicy Apostolskiej i biskupa diecezjalnego i grozi ekskomuniką.(patrz: https://info.wiara.pl/doc/167678.Bp-Skworc-spotka-sie-ze-schizmatykami ).
Gdy Dziża stwierdza (25/1/2009), że następca Jana Pawła II, Benedykt XVI „unieważnił ekskomuniki, ciążące na biskupach Bractwa św. Piusa X”, nie dodaje, że zdjęcie tej ekskomuniki, nałożonej przez Jana Pawła II, nie oznacza bynajmniej uwolnienia od suspensy! Pisząc, że „za sprawą wybitnego, niezłomnego Papieża (tj. Benedykta XVI), który nie boi się pójść pod prąd”, lefebryści nie są już objęci ekskomuniką, którą nałożył na nich Jan Paweł II, sugeruje, że Jan Paweł II nie jest ani „wybitny”, ani „niezłomny”.
Ataki Dziży na tarnowskiego biskupa wynikają – jak się wydaje – z tego, co sam o nim napisał: „Trudno nie odnieść się w tym miejscu i w tym kontekście do konkretnej sytuacji w tarnowskim Kościele. Trudno nie przypomnieć treści listu pasterskiego sprzed ponad 3 lat, w którym Biskup Tarnowski groził uczestnikom mszy w tuchowskiej Kaplicy ekskomuniką, później komunikat, będący odpowiedzią na ogłoszenie prasowe o funkcjonowaniu Kaplicy, w którym Kuria kategorycznie odmawiała jej prawa do nazywania się „Kaplicą Rzymsko-Katolicką”.
W tym momencie dochodzimy do kolejnego przejawu braku kręgosłupa Dziży i jego kameleonowego sposobu myślenia i działania. Ma krytyczny stosunek do abp Skworca nie z powodu jego rejestracji jako TW SB (wcześniej broni przecież esbeka!), lecz jego krytykę lefebrystów, którzy oskarżali Jana Pawła II o „niszczenie Kościoła”, zaś papież ten nałożył na nich ekskomunikę.
Z drugiej jednak strony Dziża zapisuje się do tarnowskiego stowarzyszenia „Przystań Jana Pawła II”, co więcej jest jego sekretarzem (patrz: https://rejestr.io/krs/393526/stowarzyszenie-przystan-jp-ii ). Jakie są cele tego stowarzyszenia: „Integrowanie społeczności lokalnej wokół uniwersalnych wartości urzeczywistnionych w postawie i nauczaniu papieża Jana Pawła II i nauczaniu kościoła powszechnego oraz przybliżanie spuścizny Papieża-Polaka”. Dziża jest także Prezesem Zarządu fundacji „Pro Patria Semper”, której celem jest: „ … działalność na rzecz dobra i pożytku publicznego w zakresie: a) upowszechnianie ideałów oraz postaw patriotycznych, narodowych, zdrowego stylu życia w zgodzie z chrześcijańskim kanonem wartości…”.
W roku 2020 skierowałem list do Rady w/w Fundacji, w którym m.in. pisałem: „Jako jeden z nielicznych żyjących jeszcze tarnowian, uhonorowanych na wniosek Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej przez Prezydenta RP jednym z najwyższych odznaczeń państwowych – Krzyżem Wolności i Solidarności – za walkę o wolną Polskę przed rokiem 1989, pragnę zaapelować do Panów o natychmiastową zmianę na stanowisku Prezesa Zarządu Fundacji Pro Patria Semper, na którym znalazł się pan Piotr Dziża. (…) Ponieważ wierzę w dobre intencje Fundacji Pro Patria Semper i doceniam szczytne jej cele, uważam, iż powinniście Panowie jak najszybciej dokonać zmiany na stanowisku Prezesa jej Zarządu, który obecnie stanowi dla niej obciążenie. W Tarnowie jest naprawdę wiele osób, które godnie będą reprezentować Waszą Fundację”. (patrz: https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/1076454,fundacja-pro-patria-semper-i-jej-kontrowersyjny-prezes-piotr-dziza ).
Czy ktoś, kto nie spłaca swych długów, może być wiarygodny?
Już w 2012 roku redakcja pisma i portalu „Prawdę mówiąc” zadała Dziży pytanie, czy to prawda, że on sam oraz jego b. spółka nie spłacili zaciągniętych długów (i to już wiele lat wcześniej), a jeśli tak, czy jest to suma ok. 20 tysięcy złotych (wraz odsetkami oraz innymi należnościami), bynajmniej nie wynikająca z jakichś nadzwyczajnych okoliczności (np. choroby etc.), lecz jego publicznej / biznesowej działalności. Do dzisiaj redakcja nie otrzymała żadnej merytorycznej odpowiedzi.
Poniżej widzimy kopię „Nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym” (z dnia 21 lipca 2009 roku) Sądu Rejonowego w Tarnowie oraz kopię pierwszej strony „Nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym” ( z dnia 8 października 2004 roku, z pieczęcią i podpisem komornika). Dodać należy, że z KRS wynika, że to właśnie Piotr Dziża był wówczas prezesem wymienionej tu spółki „Polski Atlas Gospodarczy sp. z o.o. w Tarnowie (patrz: https://krs-pobierz.pl/polski-atlas-gospodarczy-spolka-z-ograniczona-odpowiedzialnoscia-i0000229085 ) .
Jeśli Piotr Dziża (lub formalnie jego żona?) prowadzili w tamtych czasach działalność medialną (portal „INTARNET”), która musiała się chyba wiązać z dochodami (np. z reklam), to trudno racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego rzekomo „prawy” Dziża – jeden z organizatorów Festiwalu Niepodległości – chrześcijanin sympatyzujący z lefebrystami, nie spłacił wówczas swych (i swej spółki?) długów i dlaczego nie udzielił wówczas dziennikarzom odpowiedzi na pytania dotyczące długów? Czy osoba, która pożycza najpierw pieniądze, a następnie ich nie oddaje (terminowo), choć intensywnie działa publicznie, może być wiarygodna? (patrz: „Prawdę mówiąc”, nr 18, grudzień 2012, str. 9-11 oraz: https://www.salon24.pl/u/m-ciesielczyk/492456,esbek-dziza-cenzura-i-festiwal-niepodleglosci ).

Kopie nakazów zapłaty
Sympatyk lefebrystów zapomina chyba, że Biblia traktuje spłacanie długów jako kwestię moralną, uczciwości i odpowiedzialności przed Bogiem. Niespłacanie długów przy posiadaniu możliwości zwrotu jest przez Biblię utożsamiane z brakiem uczciwości i złamaniem danego słowa: „Niegodziwy pożycza i nie oddaje (…) Oddajcie każdemu to, co mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło (…) Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością”.
Czy „niepodległościowiec” usprawiedliwia cenzurę i nie dostrzega przestępczego charakteru partii komunistycznej?
Lokalny miesięcznik „Prawdę mówiąc” przedstawił swego czasu kuriozalną próbę usprawiedliwienia przez Dziżę (rzekomo przyczynami natury czysto technicznej?) nieobecności istotnych części Marszu Niepodległości w Tarnowie (np. antyrządowych wystąpień w czasie tej imprezy) w relacji filmowej portalu – „e-Kurier Dąbrowski” jesienią 2012 roku (patrz: „Prawdę mówiąc”, nr 18, 2012, str. 7).
Słabość semi-prawicowca Dziży do PRL-u widoczna jest także w dziwacznym idealizowaniu Stanisława Opałki, członka Biura Politycznego KC PZPR, czyli członka kierownictwa przestępczej organizacji, jaką była partia komunistyczna, na swym portalu „INTARNET”, w artykule pt.: „Czy legendarny komunistyczny prominent powinien zostać uhonorowany ?” ( 30/3/2009).
Dziża używa słów „legendarny”, „charyzmatyczny” w stosunku do Opałki. Legendarny według słownika wyrazów obcych Kopalińskiego to „nieprawdopodobny, opromieniony wielką sławą”. Taki stosunek do członka przestępczej organizacji ma „ultrakonserwatywny” Dziża! Co zaś znaczy „charyzmatyczny”: „obdarowany łaską boską, darem bożym, wyjątkowy, obdarzony zdolnościami na podobieństwo boskiego stygmatu”. Niebywałe, iż – rzekomo wykształcony Dziża – w taki sposób był w stanie opisywać komunistę z epoki PRL-u!
Dalej Dziża „nie wątpi”, że ten członek najwyższych władz partyjnych „miał dobre serce” (sic!). Gdy prezydent Tarnowa Ryszard Ścigała (skazany później za korupcję na 3 lata więzienia!) usiłował (bezskutecznie dzięki m.in. kontrakcji piszącego te słowa Ciesielczyka) nadać imię Opałki skwerowi w Tarnowie-Mościcach, Dziża napisał: „Nie wiem, czy sekretarz PZPR (członek Biura Politycznego KC w latach 80-tych) Stanisław Opałko powinien mieć w wolnej Polsce swoją ulicę, czy skwer…”. Dziża (politolog z wykształcenia) tego nie wie! Dla semi-konserwatysty nadanie imienia członka Biura Politycznego KC PZPR skwerowi byłoby decyzją tylko „kontrowersyjną” (sic!).
Dlaczego udają kogoś innego?
Bardzo często do środowisk prawicowych, niepodległościowych, patriotycznych od lat próbują się „przykleić” różne osoby, które tak naprawdę robią to z innych powodów niż ich poglądy polityczne, światopogląd etc. Być może osoby takie są celowo kreowane na – mówiąc w skrócie – niepodległościowców?
Tak było np. w przypadku „niepodległościowego” historyka tarnowskiego, Bańburskiego, który został później zdemaskowany jako b. oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa (patrz: Marek Ciesielczyk: Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa, Nowy Jork 2015, str. 91-94) czy też rzekomego „patrioty” polonijnego Wojciecha Wierzewskiego („prawej ręki” trzech kolejnych prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej), który wcześniej współpracował z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa jako KO SB „TOWER” (ibidem, str. 140-154).
Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, iż przypadek Dziży mieści się w tej właśnie kategorii. Uważam jedynie, iż wcześniejsza aktywność publiczna tego człowieka upoważnia nas do twierdzenia, iż – jako działacz społeczny – jest on osobą mało wiarygodną, a jego niedawna, wzmożona działalność (np. organizacja imprez niepodległościowych w Tarnowie) ma – jak się wydaje – pozwolić mu zbliżyć się do środowisk (mówiąc także w skrócie) prawicowych w naszym regionie ze względów (na razie?) jemu tylko znanych.
Niedawno Dziża próbował zawiązać „koalicję” z działaczami stowarzyszenia premiera Morawieckiego „Rozwój Plus” w regionie tarnowskim – posłem Wiesławem Krajewskim, który dotychczas był w PiS-ie i Piotrem Olszówką (z tarnowskiego Rozwoju Plus), który (co za zbieg okoliczność!) w lokalnej telewizji STARnowa stwierdził niedawno z rozbrajającą szczerością, że „lubi prezydenta Kwaśnego” (patrz: https://www.facebook.com/share/v/19g77ZFgiP/ )
Podcast @NagaPrawdaTarnow
Mimo, że obydwaj działacze ugrupowania Morawieckiego znają istotę działań Piotra Dziży choćby z książki „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa” czy wydawanego w Dąbrowie Tarnowskiej miesięcznika i portalu „Prawdę mówiąc” (Krajewski mieszka przecież w Dąbrowie Tarnowskiej, a śp. ich wydawca Robert Kądzielawa był jego kolegą), sprawiają wrażenie, iż razem z semi-niepodległościowcem idą w tym samym kierunku.
Artykuł nt Piotra Dziży w miesięczniku „Prawdę mówiąc”, nr 18, grudzień 2012
Rozdział na temat Piotra Dziży w książce Marka Ciesielczyka: „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa”, Nowy Jork 2015
Gdy przez długie lata ujawniałem w USA czy Kanadzie dokumenty z IPN, demaskujące dotychczas szanowanych „patriotów” polonijnych jako tajnych współpracowników komunistycznej Służby Bezpieczeństwa (zyskując ksywę „Łowca agentów”), wywoływało to oczywiście wielkie poruszenie, a czasem także oburzenie, że ktoś zburzył mit, w który wierzyło mnóstwo ludzi.
Oczywiście nie można porównywać wprost tego typu sytuacji z demaskowaniem prawdziwych poglądów semi-patriotów, semi-niepodległościowców czy semi-prawicowców (albo bardziej precyzyjnie mówiąc quasi-patriotów). Bezkrytyczna część ich sympatyków będzie także oburzona na demaskatora. Wówczas miejmy w pamięci słowa św. Grzegorza I Wielkiego (papieża i doktora Kościoła): „Nawet jeżeli prawda może powodować zgorszenie, lepiej dopuścić do zgorszenia, niż wyrzec się prawdy”.
Dr Marek Ciesielczyk
Doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn, Fellow w European University Institute we Florencji, profesor sowietologii w University of Illinois w Chicago, uhonorowany przez Prezydenta RP na wniosek Prezesa IPN jednym z najwyższych odznaczeń państowych Krzyżem Wolności i Solidarności za walkę o wolną Polskę w okresie PRL-u, autor kilkuset artykułow w języku niemieckim, angielskim i polskim oraz kilku książek, w tym pierwszej w języku polskim historii rosyjskich i sowieckich służb specjalnych oraz trzech ksiązek na temat korupcji w Polsce, niezależny radny miejski pięciu kadencji w Tarnowie. Patrz także podcast: @NagaPrawdaTarnow

